-Ja Harry, biorę Ciebie Emily za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską-mówiłem te słowa w w głowie miałem tylko jedno, mogłem to śmiało powiedzieć-oraz że Cię nie opuszczę aż do śmierci-do oczu napłynęły mi łzy, Emily uśmiechała się do mnie ale widziałem spływające po jej policzkach łzy. Ścisnąłem mocniej jej dłoń teraz jej kolej.
-Ja Emily biorę Ciebie Haroldzie za męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz...-jej głos się złamał-oraz że Cię nie opuszczę aż do śmierci-potem powiedział coś ksiądz nawet nie wiem dokładnie co, bo myślami byłem przy Emily.
-Możecie się pocałować-ogłosił ksiądz i wtedy przywarłem ustami do ust Emily czułem jak drżała a nasz pocałunek był ciepły i pełny miłości. Wyszliśmy z kościoła czułem jak obsypują nas ryżem jak krzyczą ,,Gorzko, gorzko'', znów pocałowałem moją żonę, ale serce mi pękało na myśl o tym że długo się sobą nie nacieszymy. To było ponad moje siły, myślałem, że się zaraz rozkleję. Przytuliłem mocno Emily.
-Kocham Cię Emy-wyszeptałem to jej do ucha.
-Ja tez Cię kocham-odpowiedziała również szeptem.
Nagle Emily złapała mnie za rękę i odwróciła się do pozostałych.
-Chciałabym wam coś powiedzieć, a szczególnie Harry'emu-spojrzała mi głęboko w oczy zrobiło się cicho i Emy zaczęła mówić.
-Wszyscy wiecie, że nie będziemy długo małżeństwem, bo jestem chora i czeka mnie śmierć-zacząłem płakać ale Emily okazała się być silna i ani jedna łza nie wypłynęła z jej oczu.
-Wiem że to co powiem zszokuje was wszystkich ale ja i Harry będziemy rodzicami. Jestem w ciąży-na początku nie wierzyłem ale po kilku sekundach dotarło do mnie. Wziąłem Emily na ręce już sam nie wiem co robiłem. Chłopaki i pozostali goście zaczęli mi gratulować. Byłem prze szczęśliwy, nawet zapomniałem o tym co mnie czeka. To była najlepsza wiadomość jaką usłyszałem. Niektórzy pytali się mnie jak ja sobie poradzę bo przecież zostanę sam, ale mnie to nie obchodziło. Wesele było huczne, wymarzone, Emily była szczęśliwa uśmiech nie schodził z jej twarzy. Noc poślubna tez była udana.
A teraz???
Teraz minęło 9 miesięcy od tego momentu, Emily rodzi a ja siedzę na korytarzu bo gdy miała skurcze to zemdlałem i nie chcą mnie do niej wpuścić siedzę tu ponad godzinę, lekarz mówił , że poród jest skomplikowany, że nie wszystko idzie jak trzeba. Zayn, Liam, Lou i Niall są ze mną jestem im bardzo wdzięczny oprócz ich jest moja mama, ona już urodziła mam brata Max'a jest też ojciec Emy. Jestem szczęśliwy, bo będziemy mieli córeczkę i nawet sam wybrałem imię, będzie się nazywała Emily po mamie. Emy chciała nazwać ją inaczej chyba Drace, ale ja się uparłem, dzięki temu za każdym razem gdy będę wypowiadał imię małej, będę myślał o Emily. Nagle zobaczyłem że drzwi z sali porodowej otwierają się i wyszedł lekarz.
-Gratuluję!-zwrócił się do mnie-ma pan śliczną córeczkę-byłem taki dumny.
-A co z Emily?
-Jej stan jest ciężki, ale jest przytomna jej organizm jest bardzo osłabiony a białaczka dała się we znaki-Dlaczego! dlaczego nie może być dobrze! Posmutniałem, lekarz zaprowadził mnie do najważniejszych dziewczyn w całym moim życiu do Emily i Emily. Gdy je zobaczyłem zachciało mi się płakać z radości i smutku. Emily z uśmiechem leżała na łóżku trzymając w rękach małą, wyglądały tak słodko. Podszedłem do nich pocałowałem zonę i wziąłem małą na ręce, nie mogłem wydusić z siebie słowa.
-Jest śliczna-powiedziałem cichym głosem.
-Podobna do Ciebie-orzekła Emily.
-Do Ciebie też!-rozmawialiśmy tak przez parę minut mówiąc co mała po kim odziedziczyła.
Do sali wszedł ojciec Emy i moja mama a zaraz za nimi chłopaki. Każdy oglądał moją córeczkę ja też nie mogłem oderwać od niej wzroku. Jest najpiękniejsza.
Gdy wszyscy zaczęli wychodzić Emily zaczęła wszystkich ściskać wiem że chce się pożegnać wiem, ale nie próbuję dopuścić do siebie tej myśli. Przecież nawet nie zdążyła się nacieszyć córką. Z ojcem Emily żegnała się najdłużej oboje głośno płakali. Teraz czas na mnie, usiadłem przy jej łóżku mała słodko spała w jej ramionach.
-Chcę się z tobą pożegnać już czas!-gorzko zapłakałem ja nie chcę się z nią żegnać przytuliłem ją mocno nic nie odpowiedziałem bo czułem wielką gulę w gardle. Położyłem głowę na jej brzuchu czułem jej drżenie słyszałem bicie serca. Zapłakałem głośno.
-Harry nie płacz-powiedziała głaskając mnie po głowie.
-Emy Kocham Cię nie odchodź!-łkałem.
-Chciałabym z wami zostać, ale sam wiesz nie mogę.
Zapłakałem jeszcze głośniej.
-Pamiętasz?? ,,Na łożu mym nocą szukałam umiłowanego mej duszy, szukałam go lecz nie znalazłam, wstanę obejdę miasto po ulicach i placach szukać będę ukochanego mej duszy. Szukałam go lecz nie znalazłam. Spotkali mnie strażnicy, którzy obchodzą miasto ,,Czy widzieliście miłego duszy mej'' Zaledwie ich minęłam, znalazłam umiłowanego mej duszy pochwyciłam go i nie puszczę''-słyszałem że głos jej się złamał podniosłem na nią wzrok...płacze. Pocałowała mnie czule a ja z powrotem położyłem głowę na jej brzuchu. Już nie słyszałem bicia jej serca....nie oddycha. Słyszałem ten pisk w rozruszniku serca.
-Nie odchodź...-zapłakałem cicho.

O jezu nieee .... Rozpalakalm sie ... to bylo cudowne :( <3
OdpowiedzUsuńMój boże płaczę... ;__________;
OdpowiedzUsuńSzkoda, że już koniec. ;c
HeeuHeeu