26 stycznia, 2014

Rozdział 15

Już byłem gotowy zarzuciłem jeszcze na siebie bluzę bejsbolówkę bo jest wieczór i wyszedłem. Postanowiłem po drodze kupić Emy jakieś kwiaty. Dojechałem do kwiaciarni i kompletnie nie wiedziałem jakie kwiaty kupić więc zdecydowałem się na jedną różę bo sprzedawczyni powiedziała że to romantyczne. Gdy byłem już na miejscu zatrąbiłem, bo nie bardzo chciałem wchodzić do jej domu, dlaczego? bo tam zapewne jest jej ojciec a nie chcę z nim gadać. Czekałem zaledwie dwie minuty stojąc pod furtką gdy zobaczyłem wychodzącą z domu Emily tak pięknie wyglądała miała na sobie jasno kremową sukienkę z rękawkami do łokci i rozpuściła włosy.
-Cześć Harry-powiedziała podchodząc do furtki.
-Cześć piękna. Cudownie wyglądasz-powiedziałem chcąc ja pocałować, ale ona się odwróciła zrozumiałem, pewnie nie jest jeszcze na to gotowa. Nie obraziłem się i pocałowałem ją w policzek a ona uśmiechnęła się.
-To co jedziemy?-zapytałem a ona skineła głową otworzyłem jej drzwi po czym sam wsiadłem i ruszyłem.
-Gdzie mnie zabierasz?-zapytała.
-A to niespodzianka-uśmiechnąłem szeroko.
-Masz dołeczki. Jakie piękne!-krzyknęła i zaczęła podziwiać moje ,,dołeczki,,
-Ty też masz.
Niecałe 10 minut później byliśmy na miejscu. Zabrałem ją na moją ukochaną plążę w Homles Chapel, może nie była taka duża ale piękna, morze było cudowne akurat zdąrzyliśmy na zachód słońca. Zaprowadziłem Emy w moje ulubione miejsce.
-Jak tu pięknie!-zachwycała się Emily.
-Wiem, to dla ciebie-wręczyłem jej różę, która teraz wydawała się skromnym prezentem, ale Emily uśmiechnęła się szeroko i przytuliła mnie.
-Dziękuję!
-Za co?
-Za tą piękna różę, za piękny zachód słońca na tej plaży. Za wszystko!-nic nie mówiłem staliśmy wtuleni w siebie i wpatrywaliśmy się w zachód słońca.
-Zaraz wracam-oznajmiłem Emy i pobiegłem do samochodu po koszyk piknikowy. Wróciłem najszybciej jak się dało, ale zatrzymałem sie na chwilę. Emy stała odwrócona plecami jej sukienka i włosy powiewały lekko a pomarańczowe światło słońca oświetlało jej piękną figurę. Wyglądała jak anioł. Pobiegłem bliżej i objąłem ją w pasie. Odwróciła się.
-Mam tu coś-powiedziałem wskazując na kosz.
-Piknik? Uwielbiam pikniki!
Rozścieliłem na piasku koc i zaczęliśmy wyjmować jedzenie a były to owoce i dwie czekoladowe babeczki (mama je upiekła i uparła się abym je wziął). Gdy w końcu usiedliśmy było już ciemno, powiewał lekki wietrzyk mógłbym tu być przez całe wieki.
-Jest super-powiedziała cicho Emy. Siedzieliśmy wpatrzeni w bryzę morza i nagle na kolanie Emily usiadł motyl.
-Nie ruszaj się-wyszeptałem a Emy jakby skamieniała. Oboje przyglądaliśmy się z zachwytem małemu kolorowemu motylowi.
-Jak byłam mała tata mówił mi, że mama po śmierci zamieniła się w motyla-wyznała Emily i to wyznanie jakby zwaliło mnie z nóg.
-Twoja mama nie żyje?-zapytałem z bólem w głosie, bo po policzkach Emy zaczęły sływać łzy, chociaż się usmiechała. Udawałem, że nie wiem o śmierci jej mamy, wiem że tak będzie lepiej.
-Nie żyje , opuściła mnie. Tak bardzo ją kochałam i kocham.
-Tak mi przykro-powiedziałem i czule objąłem ją ramieniem.
-Chciałabym być jak motyl one są takie piękne-i w tym momencie motyl odleciał.
Zbliżyłem twarz bliżej twarzy Emy.
-Jesteś piękna jak motyl-wyszeptałem i odgarnąłem jej włosy . Zbliżyłem się jeszcze bardziej, ale ona się nie odwracała więc ją pocałowałem. Jej wargi były takie słodkie, jak winogrona, które dla nas przywiozłem. Poczułem że zaczęła drżeć.
-Co się dzieje?-zapytałem.
-Nic, trochę mi zimno-natychmiast zdjąłem bluzę i otuliłem ją Emily.

~~Następny dzień~~
-I jak byo?-zapytała mama gdy rano zszedłem do kuchni na śniadanie. Dzisiaj szkoła w końcu wszyscy się dowiedzą, że jestem z Emily.
-Było super! Więcej nie powiem-uśmiechnąłem się do mamy byłem dziasiaj taki szczęśliwy że nikt mie nie popsuje humoru. Zjadłem śniadanie, które dzisiaj wydawało mi się wyjątkowo smaczne, chociaż było jak zawsze (czyli kanapki i kawa). Wziąłem prysznic ubrałem się i wyszedłem do szkoły. Po drodze spotkalem Zayn'a i Liam'a.
-Cześ chłopaki!-przywitaliśmy się.
-Cześć, a ty co taki szczęsliwy?
-Bo mam dziewczynę-obydwaj szeroko otworzyli usta ze zdziwienia.
-Jaką?-dopytywał się Liam.
-Emily!-oznajmiłem, chociaż wiedziałem jaka będzie ich reakcja. Obydwaj wybuchli śmiechem. Przemilczałem to.
-Jaja sobie z nas robisz?-zapytał Zayn a ja przecząco pokiwałem głową.
-Gdybyście z nią pogadali to byście ją polubili-powiedziałem poważnie.
-Z Emily? Jak to możliwe? Od kiedy?-zadawali mi mnóstwo pytań a ja grzecznie na nie odpowiadałem.
-Tak z Emily, kocham ją, i od soboty.
-Człowieku ty oszalałeś!
-Oszalałem na jej punkcie.
-Ktoś jeszcze o tym wie?-zapytał Zayn.
-Tak, Louis i on to jakoś przyjął do wiadomości bez żadnego śmiechu nie to co wy!
-Bo wierzyć nam się nie chce że z nią jesteś.
Poględzili mi jeszcze trochę i w końcu poszliśmy do szkoły. Czekali już tam na nas Louis, Kosh i Niall.
-Chłopaki zgadnijcie co się stało!-wykrzykiwął Zayn a ja szedłem spokojnie.
-Co się stało?-od razu zapytał Niall.
-Hary chodzi z.....Emily-krzyknął że prawie wszyscy ucziowie odwrócili się w nasza stronę.
-Że co? Harry to prawda?-pytał Josh Niall stał w osłupieniu a Lou się z nich naśmiewał. Totalny szał.
-To prawda!-poinformowałem i karzdy zaczął się uśmiechać pod nosem a chłopaki coś gadać, ale mnie to zupełnie nie interesowało. Nagle podeszła do nas Cara.
-Czy mnie słuch nie myli moje miejsce zajęła Emily? Ohoho Harry szacun jak ty ją zdobyłeś?
-Odpieprz się Cara. Pewnie się z tym nie możesz pogodzić, że z tobą zerwałem.
-Nie no spoko znajdę sobie nowego chłopaka. Prawda Josh?-spojrzałem na nich Josh uśmiechnął się do Cary i objął w pasie pewnie ze sobą byli.
-Powodzenia życzę-zwróciłem się do Josh'a i próbowałem wydostać się z tłumu w poszukiwaniu Emily. Niestety nigdzie nie mogłem jej znaleść. Zobaczyłem Lisę to jej znajoma, chyba jedyna dziewczyna która z nią rozmawia.
-Lisa poczekaj!-zawołałem.
-Cześć Harry.
-Cześć, nie widziałaś gdzieś Emily?
-Nie, bo dzwoniła, że jak by co to jej dzisiaj w szkole nie będzie-zdziwiłem się bo niby dlaczego ma jej nie być w szkole.
-Dlaczego? Jest chora?
-Nie wiem nie mówiła mi.
-A masz do niej numer?
-Mam na domowy bo z nigo dzwoniła.-Lisa podała mi numer szkoda, że domowy bo mógł odebrać jej ojciec czuję, że nie darzy mnie sympatią, ale trudno muszę dowiedzieć się co się dzieje z Emily. Pospiesznie wybrałem numer odebrał jej ojciec (niestety).
-Tak słucham.
-Dzień dobry, mówi Harry! Czy mógłbym rozmawiać z Emily?
-Dzień dobry w tej chwili Emily się źle czuje, nie che jej męczyć-cholera jej ojciec jest nadopiekuńczy czy przewrażliwiony chyba to i to.
-Ale tylko na chwilę proszę!
-Może cos przekazać!?-nie uległ.
-Żeby oddzwoniła!-rozłączyłem się. Co za typ żeby własnej córce nie dać porozmawiać z chłopakiem! Nie ma co muszę urwać się z lekcji i po prostu do niej iść.
---------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam że tak długo nie wstawiałam rozdziału....

1 komentarz: